TPSA to DZIABĄGI czyli kilka dni z życia opiekuna szkolnej sieci komputerowej

DZIEŃ PIERWSZY

Dziś przez pół dnia z nimi walczyłem po tym jak przestało działać sdi. Po pierwszym telefonie miła pani powiedziała że nic nie wie. Po półgodzinie zadzwonili i powiedzieli że zmienili nazwę użytkownika i proszą żeby im podać nowe hasło. Podałem im hasło oni podali mi nazwę użytkownika - niby wszystko cacy tyle że internet nie działa. Dzwonię drugi raz: pani mówi że u niej jest wszystko ok. Ok sprawdzam 10 raz ustawienia u siebie też jest ok dzwonię jeszcze raz ona twierdzi że nie wie i żeby poczekać jak przyjdzie kierownik bo ON się zna - czekam. Przychodzi kierownik jeszcze raz sprawdzamy hasło i nazwę użytkownika - on ma zapisane takie same dane jak ja - internet dalej nie działa. Po półgodzinie dzwoni inny gość - zabieram dyrektorowi telefon i idę do pracowni, bolą mnie nogi od tego chodzenia po schodach - po godzinnej konferencji okazuje się że nazwa użytkownika wpisana do serwera w tpsie nie jest taka jak podała mi pani (ach te wielkości literek)ale najlepszy numer to taki ze hasło które ustaliliśmy razem z nią tez wpisała inaczej - czyżby blondynka? Godzina 15:30 nazwa użytkownika i hasło się zgadza (szczęście że nie zarejestrowaliśmy domeny bo zmienili nam nr IP o jeden ale to szczegół) internet hula ;) ja idę do domu.

DZIEŃ DRUGI

Przychodzę do pracy internet nie działa wściekły łapię notes z telefonem do pana kierownika BOK TPSA łapię słuchawkę a tu niespodzianka :"ze względu na awarie można zrealizować tylko połączenia lokalne" nawet nie mogę zadzwonić żeby ich opitolic :( Na stronie szkoły wieszam informacje o awarii i wracam do prowadzenia zajęć. 15:30 wszystko wraca do normy 16:30 wracam do domu

DZIEŃ NASTĘPNY

Chyba wszystko działa - do końca nie wiem bo piątek mam wolny