Ok. zamierzam tutaj opisać w kilku zdaniach ;) swoje wrażenia z pobytu w Srebrnej Górze w okresie od .
Wszystko zaczęło się jeszcze gdzieś w maju kiedy to Pożeracz wstępnie zaprosił nas do siebie na przyszły obóz, cóż zaproszenie przyjęliśmy.
No dobra tyle wstępu, teraz trochę konkretów:
W połowie lipca poleciałem w odwiedziny do brata po powrocie zamierzałem zająć się ustawianiem i konfigurowaniem nowej pracowni u siebie w pracy - plan był perfekcyjny nic nie wskazywało na to iż będę miał czas na kolejny wyjazd. życie jednak płata różne figle, po przyjeździe do pracy okazało się, że komputery stoją w pudełkach a w pomieszczeniach nadal grasują panowie kładący podłogi. Wykonałem szybki telefon i następnego dnia siedziałem w samochodzie Skibów zmierzającym w kierunku Srebrnej Góry. Przez całą drogę z Magdą i Sebastianem zastanawialiśmy się co ciekawego można robić na Śląsku i stwierdziliśmy, że chyba nic tam nas specjalnie nie zaskoczy - jakże się wtedy myliliśmy.
Po siedmiu godzinach jazdy w końcu dotarliśmy na Srebrną Przełęcz i stanęliśmy przed poważnym dylematem na którą górę wjechać aby dojechać do obozu Pożeracza? Oczywiście jako starzy wyjadacze postanowiliśmy z Sebastianem sprawdzić to "na piechotę". Po przejściu 20m czułem w kościach , że wchodzimy nie na tę górę. Po osiągnięciu szczytu okazało się, że fort jest ale nie ten, kości miały rację - zaczęliśmy schodzić. Sebastian stwierdził że asfalt już widział, poza tym zaczynało padać i wybrał drogę na skróty - bardzo go polubiłem za ten pomysł, jeszcze nie dojechaliśmy a ja już myślałem o testamencie. Przy samochodzie znaleźliśmy się w ekspresowym tempie, pomogły strome i śliskie zbocza. Została nam już tylko jedna możliwość, zapakowaliśmy Magdę z Asią do samochodu i pojechaliśmy na górę. Po pokonaniu kilku serpentyn stanęliśmy przed zamkniętą bramą fortu i kolejnym chodzącym po głowie pytaniu: czy to na pewno tu? Magda zajrzała przez szparę w bramie i zobaczyła namioty i jakiegoś młodego człowieka, który na jej pytanie zareagował... ucieczką L. No to pięknie, zaczyna się ściemniać i chyba przyjdzie nam nocować w samochodzie. Na szczęście po chwili brama się otworzyła a naszym oczom ukazał się jakiś obcy, przerażający brodaty typ.
Bramę otworzył Łukasz vel Machor gospodarz fortu z ramienia Centrum Turystyki Niekonwencjonalnej a zaraz za nim pojawiła się Kasia Bartosiewicz komendantka obozu, którego szukaliśmy - byliśmy na miejscu w przeciwieństwie do Pożeracza i jego harcerzy. Na tę noc zostaliśmy przygarnięci przez Łukasza i jego brata Karola do namiotu kadry, następnego dnia mieliśmy rozstawić swoje namiociki w ciekawszym miejscu. Po szybkim przygotowaniu spania Kasia oprowadziła nas po forcie, czegoś takiego naprawdę się nie spodziewaliśmy po zrujnowanym forcie: łazienki wykładane kafelkami w prysznicach ciepła woda po prostu miód malina.
Następnego dnia razem z Kasią i Kasią i ich zuchami skorzystaliśmy z propozycji Centrum: wycieczki do starej sztolni srebra, połączonej z przejściem przez rzygacze w nasypie kolejki zębatej. A wszystko odbyło się tak, najpierw zjedliśmy razem z zuchami śniadanko w a zaraz potem zjawił się przewodnik i zabrał wszystkich na wycieczkę. Poszliśmy sobie spokojnie jak na grzybki, nic zupełnie nie wskazywało, że już pierwszego dnia pobytu czekają na nas jakieś atrakcje bo co może być ciekawego w starej kopalni? Przewodnik szybko zapoznał nas z historią kolejki zębatej, pokazał pozostałości starego nasypu i już miałem pożegnać wszystkich i wrócić do obozu kiedy natknęliśmy się na salamandrę plamistą fantastyczne, zwierzątko dość rzadko spotykane w naturze a tu proszę kilka sztuk na raz. hmm pomyślałem może jednak zostanę do końca wycieczki, i jak pomyślałem tak zrobiłem i dobrze bo po chwili marszu nasypem zeszliśmy w dół i naszym oczom ukazała się jakaś dziura w ziemi średnicy jakichś 3m przechodząca w tunel wysokości ok. 1,5m, w którym to właśnie zniknął nasz przewodnik, nie pozostało nam nic innego jak zapakować się tam za nim w końcu nie wyglądał ten tunel strasznie. W środku nie było bardzo źle, trochę nie równe podłoże, ale co tam. idziemy coraz głębiej i głębiej w nieznaną ciemność. w końcu ktoś się przyznał że ma latarkę i zrobiło się ciut jaśniej. Po ok. 40m naszym oczom ukazało się słońce. Niestety tunel zwęził się do średnicy ok. 40cm a na ziemi pojawiło się głębokie błoto, już zaczynaliśmy się zastanawiać czy nie wracać kiedy nasz przewodnik sprawnie się przecisnął przez otwór pozostawiając nas wewnątrz tunelu, cóż nam pozostało robić poszliśmy jego śladem. Kiedy grupa opuściła tunel wyglądaliśmy "pięknie" na szczęście na trasie naszej wycieczki był strumień w którego wodach doprowadziliśmy nasze ubrania na chwile do ładu. Po przejściu kolejnego odcinka dotarliśmy wreszcie do sztolni. Tu zuchy miały kupę frajdy: wchodziły do niej czwórkami i szukały w środku, przy świeczkach tego co nie pasowało do kopalni a co wcześniej ukrył nasz fantastyczny przewodnik. Po skończonej zabawie usłyszeliśmy legendę o skarbniku i samotnym górniku, który samotnie wykopał sztolnię i zaczęliśmy wracać do schroniska na obiad po drodze zaliczając jeszcze jeden rzygacz na szczęście mniej błotnisty.
Po pysznym obiadku do kolacji zajęliśmy się praniem i oglądaniem najbliższej okolicy fortu, a później zostaliśmy zaproszeni przez zuchy na kominek. Kładąc się spać zastanawialiśmy co przyniesie nam następny dzień.
Dziś zuchy miały w planach strzelanie z łuków a my postanowiliśmy pojechać do Srebrnej Góry, Ząbkowic Śląskich oraz Kłodzka. jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy najpierw chwilkę spędziliśmy w Srebrnej Górze ciekawie wyglądają budynki dawnych koszar, i opuszczony kościół w samym środku miejscowości. warto też zwrócić uwagę na słup z nazwiskami poległych w I WŚ. Następnie pojechaliśmy do Ząbkowic Śląskich nie zabawiliśmy tu długo troszkę czasu spędziliśmy na rynku pod ratuszem odpoczywając po jeździe Sebastian z Magdą zajęli się Asią a ja Postanowiłem zrobić zdjęcie ratusza, gdyż jak sądziłem w tej miejscowości nic ciekawego prócz niego nie ma. W tym celu swoje kroki skierowałem w kierunku uliczki odchodzącej od rynku, z niej miałem najlepszy widok na ratusz, a kiedy już do niej dotarłem szczęka mi opadła z wrażenia - zobaczyłem bowiem krzywą wierzę i to nie byle jaką - odchył od pionu jakieś 2m tego naprawdę się nie spodziewaliśmy a ak się okazało, że kościół ma coś wspólnego z Witem Stwoszem postanowiliśmy tu jeszcze wrócić, a tymczasem udaliśmy się w kierunku Kłodzka i tamtejszej twierdzy. Do miasta dojechaliśmy bez problemów gorzej było w samym Kłodzku oczywiście jak przystało na główną atrakcje turystyczną miasta znaleźliśmy jeden drogowskaz, który zresztą pokazywał zły kierunek i w efekcie znaleźliśmy się po za miastem. Po powrocie do Kłodzka dopytaliśmy się miejscowych o drogę i w końcu dotarliśmy do twierdzy. Wykupiliśmy bilety i powędrowaliśmy zwiedzać. Budowla jest faktycznie ogromna do zwiedzania udostępniono chyba tylko 1/3 całości, ale może i dobrze bo wystawy które tam prezentują to straszna lipa no może z wyjątkiem pojazdów pożarniczych z poprzedniej epoki oraz udostępnionych do zwiedzania z przewodnikiem tuneli minerskich wydrążonych w celu ochrony przedpola twierdzy. naprawdę warto je zobaczyć, wysokość tuneli waha się od 40 cm do ok. Po wyjściu z twierdzy zjedliśmy pizze w lokalu naprzeciw twierdzy i postanowiliśmy odwiedzić kopalnie złota w Złotym Stoku.
Do Złotego Stoku dotarliśmy ok. 17 i tutaj w przeciwieństwie do Kłodzka pierwszą reklamą na słupie jaka nam się ukazała była reklama kopalni złota, niestety z plakatu wynikało, że się spóźniliśmy aby ją zwiedzić. Trochę rozczarowani postanowiliśmy tam pojechać i zasięgnąć języka czy w ogóle warto ją zwiedzać. Kiedy zaparkowaliśmy samochód i podeszliśmy z Magdą do kasy okazało się, że w sezonie kopalnia jest otwarta dłużej i załapaliśmy się na ostatnią wycieczkę i przewodniczkę z ogromnym poczuciem humoru, jej tekst o upadku z wysokiej skały przewodnika przeraził całą wycieczkę, jednak po chwili okazało się, że chodzi o papierowy przewodnik Pascala i pół wycieczki płakało ze śmiechu. Pani przewodniczka bardzo sprawnie oprowadziła nas po kopalni a my zaczęliśmy się zastanawiać jak to możliwe, iż mieliśmy na swoim terenie kopalnie złota o wydobyciu większym niż kopalnie w RPA a nikt nawet o tym nie słyszał. Po wyjściu z kopalni wszyscy myśleli że to już koniec wycieczki jednak przewodniczka wyprowadziła nas szybko z błędu i szybkim krokiem udaliśmy się wzdłuż strumienia do następnej sztolni w której naszym oczom ukazał się, podobno jedyny w kraju, podziemny wodospad. Po wyjsciu ze sztolni wróciliśmy ze śpiącą Asią do samochodu i wróciliśmy do "naszego" VIII wiecznego Fortu, w którym czekał na nas Pożeracz ze swoimi Szkotami, Kasie z Zuchami.
Po nocy z atrakcjami w postaci wizyty lisa. Razem z Sebastianem postanowiliśmy trochę popracować społecznie i poprawiliśmy zadaszenie nad stolikami, nawet całkiem nieźle nam to wyszło, udało się z części plandeki zrobić zwijaną zasłonę - niektórzy byli pod wrażeniem, zresztą my też ;). Później zjawił się instruktor ze schroniska i powiedział, że zabiera Zuchy na wycieczkę do kolejnej sztolni na poszukiwanie srebrnych galen. oczywiście nie mogliśmy sobie odmówić tej atrakcji a ponieważ Grzegorz nie miał nic na przeciw, wkrótce razem z zuchami i ich druhnami taplaliśmy się w strumieniu poszukując srebra. Wszystkim udzieliła się gorączka srebra na szczęście, ku memu zaskoczeniu naprawdę nam się udało je znaleźć i każdy z wycieczki powrócił z kawałkiem srebrnej galeny a zuchy dodatkowo z plecakami pełnymi kamieni. Grześ jeszcze pod schroniskiem musiał zuchom rozbijać je na kawałki.
Po obiadku udaliśmy się do fortu aby trochę poleniuchować. Nie długo jednak się obijałem, zjawił się Grzegorz i tym razem z harcerzami udaliśmy się na wycieczkę do kazamaty armatniej bo jak się okazało z twierdzy zachował się nie tylko DonJon i nasz fort ale także mniejsze forty w okolicznym lesie. Po obejrzeniu fortyfikacji wróciliśmy na kolację a resztę wieczora i cześć nocy spędziliśmy na nocnych Polaków rozmowach.
i nastepne ekscytujące przygody Myszy, Asi, Sebastiana i Trawiastego wkrótce...
a tymczasem możecie zobaczyć zdjęcia ze Srebrnej Góry i okolic